Bo Walę Po Oczach

Fluorscentsowe spojrzenie na muzykę, czyli trochę popiku, trochę alternatywki.

Diabeł Ukryty Pomiędzy Nutami

  • środa, 27 lutego 2013
    • Taka przyjaciółka, że aż największy wróg

       

      Nigdy nie byłam fanką twórczości Whitney Houston, jednak nie miałam najmniejszych wątpliości, czyj obraz jako drugi powinnam powiesić w hali Diabłów Ukrytych Pomiędzy Nutami. Jej głównego kata, Bobbyego Browna.

      Można by się pokusić o stwierdzenie, że w urodzonej 9 sierpnia 1963 roku czarnoskórej dziewczynce skumulowały się geny jej utalentowanych krewnych, również piosenkarek; mam tu na myśli nie tylko jej słynną chrzestną Arethę Franklin, jak i również jej mamę, Cissy, która swego czasu koncertowała z samym Elvisem. Whitney swoją przygodę z showbiznesem zaczęła towarzysząc mamie w występach i jako modelka. Jej pierwszy album widzi światło dzienne w 1985 roku, i od początku zbiera bardzo pochlebne opinie.

      Bobbyego i ją łączyło toksyczne, wyniszczające uczucie, którego przykry koniec znamy wszyscy. Nie mogę się oprzeć porównaniu ich miłości z piosenką Off To The Races Lany Del Rey...

      Whitney każdą za otrzymaną nagrodę najpierw dziękowała Bogu, w drugiej kolejności jemu, a on się zapijał tak mocno z jakim upodobaniem ciągnął ją za sobą w bagno uzależnień. Wybaczała mu wszystko, poczynając od długów, przez które w końcu stracił dom, aż po zdrady. Wybaczała mu za wiele, to ją wyniszczało.

      Przychodziła na próby z zachrypniętym głosem, całą sobą symbolizując nieporządek panujący w swoim życiu. Jednak udawała, że jest ok. Przecież wszystko było dobrze... 

      W pewnym momencie Bobby przestał być dla niej 'jedynie' miłością. Stawał się niebezpiecznym uzależnieniem, o czym dowodziło jej nazywanie go 'królem r'n'b'.

      "Po »Bodyguardzie« zaczęłam brać narkotyki. Kokainę, marihuanę. Bobby za to dużo pił", przyzna później. Nie dopuszczała do siebie nikogo z pomocą, nawet własnej matki, która mając na myśli dobro córki wkroczyła pewnego dnia do pokoju hotelowego razem z resztą jej rodziny i dwoma terapeutami od uzależnień.

      W końcu poszła na odwyk. Zdawało się, że wychodzi na prostą, bierze ster w swoje ręce, składając pozew rozwodowy i otrzymując pełne prawa rodzicielskie nad Bobbi Christiną. Potem przyznała coś, o czym wszyscy widzieli-że kiedy był pijany 'zdarzało' mu się ją uderzyć. Ostatnie lata jej życia to pasma powracających uzależnień. Zmarła nagle, w przeddzień rozdań nagród Grammy, na którym miała występować...

      Dzisiaj minął już ponad rok od jej śmierci. Jej córka nie może się po dziś dzień z tym się pogodzić. Wyszukując jeszcze dzisiaj jej nazwisko, natknęłam się na nagłówek newsa mówiący o tym, że Bobbi Christina grozi, że popełni samobójstwo...

      Na koniec zacytuję jeszcze jedną wypowiedź Houston-„Gdybym miała nazwać swojego największego demona, to byłabym nim ja sama. Jestem zarówno swoją najlepszą przyjaciółką, jak i największym wrogiem”. Te słowa powróciły z podwójną siłą do jej najbliższych po jedenastym lutym 2012.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      fluorscent
      Czas publikacji:
      środa, 27 lutego 2013 23:00
  • poniedziałek, 28 stycznia 2013
    • Upadłe Świętości

       

       

      Obiektu mojego pierwszego wpisu z serii Diabeł Ukryty Pomiędzy nutami szukałam długo. Główkowaliśmy nad tym z ogólnym prowodyrem tego pomysłu rubryczek (brawa dla niego!) dosyć długo. Aż pewnego dnia dostałam maila z tekstem o... Bono. Tak, chodzi o TEGO Bono, wokalistę U2.

      Jako, że nie trzeba mnie namawiać do eksperymentów, pstryknęłam palcami i powiedziałam 'Tak, to jest to!'.

      Tekst jest tak świetny, że mam wielką ochotę wkleić go i zbierać peany, ale mój honor na to nie pozwala; nie mogłabym oszukiwać tak samej siebie. Dlatego poniższy tekst jest inspirowany tym otrzymanym mailem.

      Jeszcze małą nutką wstępu poproszę, byście nie ładowali skarpet mydłem/bateriami, a przynajmniej poczekali z tym do końca tekstu.

      Ostatnia fala newsów na temat sławnego rosyjskiego aktora, Gerarda Depardieva, sprawiła, że wraz ze spora dawką oburzenia, przypłynęło do mojej głowy wspomnienie dosyć dawno przeczytanej wiadomość. "Bono i U2 nie płacą podatków!" grzmiały wówczas media, co w żadnym stopniu nie zmieniało mojej sympatii do irlandzkiego artysty. Zresztą dalej uważam, iż jego działalność charytatywna, osobowość, ale przede wszystkim twórczość, zasługują na wielkie uznanie i podziw. Choć akurat mówiąc o twórczości mam na myśli lata dawno, dawno minione. Ostatnie albumy przypominają raczej puste słoiki, w których aby dostać się do tej upragnionego masła orzechowego, trzeba mocno się naskrobać.

      Nie mogłam znaleźć nigdzie obecnego zestawienia najlepiej zarabiających gwiazd, więc muszę sięgnąć po listę z 2011 roku. Billboard podaje, że w tym roku grupa zarobiła ponad trzydzieści dwa miliony, i to nie w pesos, a dolarach. No, całkiem sporo, czyż nie? Nie, jeśli poczyta się inne statystyki. Twierdzą one, że kompletny wpływ na konta zespołu to około 80 milionów funtów. Ich koncerty to wielkie widowiska, a jeszcze większa publiczność z ochotą słucha kawałków z takich ponadczasowych albumów Joshua Tree. Piękna praca w przeszłości pozwoliła im na spokojne odcinanie kuponów dzisiaj.

      Jednakże, pamiętając, że jest to blog muzyczny, wspomnę tylko, że w 2006 roku prawo podatkowe w Irlandii uległo zmianom, i właśnie wtedy Paul i jego kamraci postanowili przenieść swoje operacje finansowe do Holandii. Patrząc na tą sprawę z perspektywy przebiegu lat i przez pryzmat sprawy Obelixa, doceniamy fakt, że Bono ciągle pozostał Irlandczykiem, obywatelem kochającym te bezkresne, zielone pola i pagórki wrzosów. Bo kto, jak nie on, śpiewa w piosence Sunday Bloody Sunday wołając o pokój, mając na względzie przede wszystkim dobro swych rodaków. 'And today the millions cry We eat and drink while tomorow they die...'.

      Słowami pointy, zacytuję George'a Orwella: 'Nikt nie jest patriotą, jeśli chodzi o podatki'. I nie chcę go tego dumnego miana pozbawiać, ale i mimo tego uważam, że jego zachowanie, mówiąc delikatne, jest bardzo nieładne. Po prostu, jest to świństwo. Szczerze rozbawiło mnie tłumaczenie zespołu jakoby biorąc pod uwagę międzynarodowy charakter grupy, sprawa ich podatków nie powinna być sprawą tylko jednego państwa. Zwyczajnie tego nie kupuję. I właśnie dlatego wieszam zdjęcie Bono jako pierwszego w tej galerii Diabłów. Wyrok być może kontrowersyjny, ale dla mnie jak najbardziej sprawiedliwy. Bo to właśnie on, ten sam, co zrobił tyle dobrego dla świata, uległ diabelskiej władzy pieniądza, zapominając o milionach swoich rodakach, którzy w tym samym momencie wykonują sumiennie swoje obowiązki. Pokazał, że jest ponad nimi, wypiął się i zakomunikował, że mogą w nie go cmoknąć.

      A Wy co o tym myślicie?

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Upadłe Świętości”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      fluorscent
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 stycznia 2013 13:59

Kalendarz

Czerwiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

A o tym piszę:

Mój Album

Zahlastana Fifulka, Porucha w Odbyte

Freshman

Diabeł Ukryty Pomiędzy Nutami

Strawberry Fields

Flashback. Uroń łzę nad muzycznym wspomnieniem

Zobacz Muzykę

Countomat - licznik oraz statystyki webowe (Statystyki i Analiza danych, Wykresy, Licznik, Dane statystyczne)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Check by fiutek on Grooveshark

Opcje Bloxa