Bo Walę Po Oczach

Fluorscentsowe spojrzenie na muzykę, czyli trochę popiku, trochę alternatywki.

Wpisy

  • piątek, 04 stycznia 2013
  • wtorek, 01 stycznia 2013
    • Eksperyment

       

                       Ach, Nowy Rok. Miejsce nowych początków, często rozpoczęte bólem głowy i reszty rzeczy, o których nawet nie miało się pojęcia, że mogą boleć.

      I ja postanowiłam to uczcić, wprowadzając parę zmian do swojego bloga. Otóż, całkiem niedawno został mi podsunięty mały zalążek pomysłu, z którego, po wspólnej (:)) burzy mózgów został on rozwinięty, i tak został wymyślony całkiem nowy sposób na mojego bloga. Będę teraz wydawać artykuły, w poszczególnych tematycznych rubryczkach, które będą się ukazywały cyklicznie. To na razie eksperyment, więc wszystkie uwagi będą mile widziane.

      Oto owoce naszej wspołpracy:

      Strawberry Fields-anegdoty o najlepszym zespole świata, czyli Beatlesach, zainspirowane książką autorstwa Philipa Normana. Nazwa pochodzi od ulicy, na której dorastał John Lennon. Seria będzie ukazywać się co dwa tygodnie, w piątki.

      Freshman-czyli co w trawie piszczy. Będę wyłapywać najlepszych debiutantów, na których warto mieć oko. Artykułów na ten temat można oczekiwać raz na miesiąc, w niedziele.

      Flashback. Uroń łzę nad muzycznym wspomneniem, czyli podróże bliższe i dalsze. Płyty do których chętnie wracam. Ten cykl będzie publikowany co cztery tygodnie, w czwartek.

      Zahlastana fifulka, porucha w odbyte-czyli jestem na tak, jestem na nie. Nie wypatrywać żadnych zbereźności w nazwie, są one zaczerpnięte z języka naszych czeskich sąsiadów, a konkretnie oznaczają zaczarowany flet (tak) i awaria w dziale zbytu (nie) . Nagrody w tych kategoriach będą przyznawane co dwa tygodnie, we wtorki.

      Diabeł ukryty pomiędzy nutami, czyli czarne charaktery w muzycznym showbiznesie. Czasem ci, którzy nas niszczą, są bliżej, niż się wydaje... Czasem jesteśmy nimi my sami. Zdzierać obłudę z blichtru wielkich gwiazd i ich fantastycznego życia będę co miesiąc. Start 28 stycznia w poniedziałek.

      Z ostatniej chwili-rubryczka Zobacz Muzykę, czyli krótko o wszystkich teledyskach, które mnie jakkolwiek poruszyły bądź dotknęły. Do obejrzenia co sobotę.

      A jak mnie natchnie, to można oczekiwać wpisów typu Freestyle, czyli jazda po kim i po czym chcę. Ekspansywne myśli melomana.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      fluorscent
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 stycznia 2013 23:12
  • sobota, 08 grudnia 2012
  • środa, 28 listopada 2012
    • Zrzutka przypadkowych mas

       

      Centra handlowe to takie zabawne miejsca, w których czas mija trochę inaczej aniżeli w kalendarzu.

      Mimo, że ciągle jest listopad, tuż obok naprawdę brzydkiej fontanny stoi pięknie ubrana choinka, a pod ruchomymi schodami stoją czerwone sanie, wyposażone w Świętego Mikołaja, z którym możemy sobie strzelić słit focię. Niektóre, snobistyczne miejsca, gdzie każdy wydaje się być bardziej serio niż jest na serio, w ozdoby świąteczne zwisające z przeszklonego sufitu wyposażyły się już w październiku.

      Ale ja tam nie narzekam. Jestem prostym człowiekiem o dosyć prostym i małym móżdżku, i zawsze się uśmiecham na widok szkarłatnoczerwonego stroju wykończonym białym, sztucznym futrem i równie sztucznej brody. Słynę z dosyć materialistycznej (wobec niektórych) natury, ale nawet ja na pytanie czego bym sobie życzyła na święta odpowiedziałam: Dużo, dużo śniegu i jeszcze większej, naturalnej choinki, którą bym mogła pięknie ubrać.

      Już nie wspominając o tym, iż jestem również beznadziejną idealistką, i odpowiada mi aura chwilowej życzliwości i miłości wobec bliźniego.

      Pod względem muzycznym centra handlowe są po prostu niezłą chujnią, czyli zawsze można znaleźć coś dla siebie, jeśli się jest odpowiednio cierpliwym; agresywne umcy umcy miesza się z coraz śmielej puszczanymi kolędami. Dlatego często zatykam sobie uszy, kiedy przechadzam się między półkami pełnych ciuchów, których i tak nigdy nie kupie. Z różnych powodów. Czasem z powodu syku węża w kieszeni.

      Coraz częściej zatykam sobie uszy tym:

       

      Tej piosenki chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, bo z tego co wiem, to dosyć często molestują ją radia. Mi się w niej podoba elektryczny rytm, i fajne przesłanie płynące z tekstu. Codzień, po mały kroczek w przód.

      Ale bywały czasy, kiedy Gossip raczej nie grali elektro. Ich rodzimym gatunkiem jest moje ukochane indie. I raczej w tym gatunku są utrzymane ich pierwsze albumy, gdzie Beth Ditto pokazuje ile ognia może mieć kobiecy głos. I wcale nie musi growlować.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zrzutka przypadkowych mas”
      Tagi:
      Autor(ka):
      fluorscent
      Czas publikacji:
      środa, 28 listopada 2012 19:14
  • poniedziałek, 19 listopada 2012
    • Ostatni samuraj

       

      Czas na lekcję historii, drodzy, nieliczni czytelnicy. 

      Gdzie było w 2008 Coldplay (dla niezaznajomionych, było jeszcze przed wydaniem na świat, a może wydaleniem, głupiutkiego Majlo Zajloto)?

      Otóż, nie mam pojęcia. Ale wiem, że w tym roku wydali ostatnią ze swoich dobrych płyt, która do niedawna, czyt: do wczoraj, zbierała kurz na mojej półce.

      Wydawnictwo się zwie Viva La Vida! Or Death And All His Friends, które oprócz tytułowego krążka zawiera również EPkę Prospekt March, którą po prostu połknęłam w jednym podejściu. No, może poza Lost!+, ale ja nie lubię rapu, no.

      Osiem krótkich piosenek, które łączą w sobie łagodny urok głosu Martina, pikantnawe zacięcie gitar, które fuzjonistycznie (sama to wymyśliłam, by być bardziej kul) przenika się z elektro. Muzyka ta jest idealnym soundtrackiem na jesienne spacery w półmroku, kiedy, będąc lekko odcięci od światła (no, przesadziłam, bardziej jest ono przytłumione) reszta zmysłów się wyostrza, dostrzegając subtelne niuanse muzyczne, jak np zmiana tempa bębnów. Taki stan pozwala się skupić na tekście, który nie jest obdarty z sensu. Ale to było standardem, jeśli chodzi o zespół tego sympatycznego blondyna ze Zjednoczonego Królestwa.

      Najsympatyczniejszym kawałkiem, taki, który od razu wywołuje uśmiech na twarzy jest Rainy Day, rozpoczętym 'plumkaniem', które przypomina mi czołówki kreskówek dla dzieci. Bardzo popowy kawałek, podszyty skrzypcami.

      Piękną piosenką jest Lovers In Japan, przy której można się poczuć, jakby się sączyło zieloną herbatę z glinianej czarki w towarzystwie atrakcyjnej gejszy, siedząc wprost pod drzewem kwitnącej wiśni. Dobra, to brzmi patetycznie, ale dla mnie ta piosenka jest tak japońska, jak poprzednie zdanie.

      Prawdziwą bombą energetyczną jest 'Glass Of Water', jednak najbardziej mi się spodobał ostatni kawałek na tej płytce, 'Now My Feet Wont Touch The Ground'. Zaczyna się ogniskowo, w środku słuchać inspirację późnymi Beatlesami, a kończy się to pogrzebową trąbką. I tą właśnie różnorodnością można z grubsza opisać tą EPkę.

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Ostatni samuraj”
      Tagi:
      Autor(ka):
      fluorscent
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 listopada 2012 19:25

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

A o tym piszę:

Mój Album

Zahlastana Fifulka, Porucha w Odbyte

Freshman

Diabeł Ukryty Pomiędzy Nutami

Strawberry Fields

Flashback. Uroń łzę nad muzycznym wspomnieniem

Zobacz Muzykę

Countomat - licznik oraz statystyki webowe (Statystyki i Analiza danych, Wykresy, Licznik, Dane statystyczne)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Check by fiutek on Grooveshark

Opcje Bloxa