Bo Walę Po Oczach

Fluorscentsowe spojrzenie na muzykę, czyli trochę popiku, trochę alternatywki.

Wpis

czwartek, 28 lutego 2013

Dajże Ognia!

 

Była to ciemna, straszna, zimowa noc. I w tą ciemną, straszną, zimową noc postanowiłam się wybrać w ciemną, straszną, zimową przejażdżkę do miejsca dosyć oddalonego od mojego zamieszkania.

Jak pewnie wielu melomanów, właściwie nie ruszam się z domu bez słuchawek i urządzenia, na którym miałabym odtwarzać muzykę. Oczywiście, nie przepuściłam i tej okazji. Wyposażona w te artykuły pierwszej potrzeby, wsiadłam na tylne siedzenie auta i właściwie od początku puściłam sobie płytę, którą miałam od dawna (od 2009, czyli roku, w którym została wydana), jednak od dłuższego czasu jej nie słuchałam.

I po paru piosenkach byłam już pewna, że znalazłam obiekt nadchodzącego Flashbacka.

Give Me Fire! zespołu Mando Diao, bo o tym albumie właśnie mowa, otwiera diablo temperamentny kawałek Blue Lining, White Trenchcoat, będący preludium, czego będziemy świadkami przez następne 12 kawałków. No, 11-wyjątkiem jest tu kawałek Crystal na pozycji 9.

Od pierwszych sekund odtwarzania obiecują, że będzie ostro, rockowo, parnie, lepko i gorąco, po prostu... seksownie. I tą obietnicę zdecydowanie spełniają. Szczególnie przy piosence High Heels, którą chyba męczę najczęściej.

Cielesne skojarzenia nasuwają się same, już po pierwszym zdaniu brzmiącym: 'Oooooooh... You got me shaking to that moan you made last night...'. Nic więcej o tej piosence napisać mi nie wypada, bo jest to blog bez ograniczeń wiekowych... ;) Jednak ona sama mówi świetnie za siebie...

Następnym mocnym akcentem jest niedawno wspominane Dance With Somebody, która porywa do tańca w sposób, w który żadne inne techno sieczki nie umieją.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o Go Out Tonight. Piosenka jest zdecydowanie o rozstaniu, jednak nie mówi o tym jak o utracie kogoś bliskiego, a o odcięciu odważnika, który trzymał marzący o niebie balonik przy ziemi. Taka... związkowa eutanazja.

Na ostatnim, 13, ale wcale nie pechowym miejscu jest The Shining, która na mnie działa jak nic. Mocny, a za razem bardzo chłopięcy głos jednego z wokalisty odwala tu po prostu kawał świetnej roboty, cały czas balansując na granicy wrzasku. Na końcu tej piosenki został umieszczony bardzo miły prezencik w postaci dodatkowego, na wpół hiszpańskojęzycznego kawałka.

Przy temacie głosów należy się zdecydowanie dłużej zatrzymać, bo są cholernym atutem tego krążka. Wokalizują tu dwaj panowie, jeden blondyn, drugi brunet. Pan blondyn posiada głos bardzo głęboki, z takim pieprznym zacięciem, pan brunet brzmi na o wiele młodszego, jest przyjemnie dla ucha chłopięcy.

Cały album mi się kojarzy z sepiowymi zdjęciami, starymi samochodami, krótkimi miniówkami i graficznie podkreślonymi powiekami. Krótko podsumowując-Londynem lat 60tych.Nie potrzebuję wehikułu czasu, by przenieść się w przyszłość...

Jeśli bym miała ocenić tą płytę w skali od 1 do 10, to bym się chyba obraziła. Oni zasługują na co najmniej setkę.

 

 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
fluorscent
Czas publikacji:
czwartek, 28 lutego 2013 22:51

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • tomwilson napisał(a) komentarz datowany na 2014/08/25 11:58:45:

    Znam, ale nie przepadam za nimi znacznie. Jedyne co w nich lubię to technologie, używają samplera Canon IPF750, który robi cuda, co słychać w nagraniach!

Dodaj komentarz

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

A o tym piszę:

Mój Album

Zahlastana Fifulka, Porucha w Odbyte

Freshman

Diabeł Ukryty Pomiędzy Nutami

Strawberry Fields

Flashback. Uroń łzę nad muzycznym wspomnieniem

Zobacz Muzykę

Countomat - licznik oraz statystyki webowe (Statystyki i Analiza danych, Wykresy, Licznik, Dane statystyczne)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Check by fiutek on Grooveshark

Opcje Bloxa